czwartek, 10 listopada 2016

Kości, kostki, kosteczki... Część piąta

Dziś, po długiej przerwie, kolejny odcinek cyklu kostkologicznego. Mowa będzie o trzech prawa, w tym o dwóch nieprawdziwych.

Odkąd możliwości losowania, jaką dają kości, czy choćby rzut monetą, zaczęły być wykorzystywane w hazardzie, a także odkąd zaczęli się tym tematem zajmować różni poważni i uczeni ludzie, narosły wokół różne prawa i reguły. Ich celem było wyjaśnienie zjawisk, których tyczą, ale, niestety, zdarza się, że tylko niepotrzebnie je zaciemniają. Dzisiaj napiszę o trzech takich prawach, z których jedno jest prawdziwe, a dwa - nie do końca:)




Te nieprawdziwe prawa, to prawo serii i prawo zmiany. Już na wstępie wypada powiedzieć, że te dwie reguły wzajemnie się wykluczają - jedno sugeruje, że wyniki losowania "lubią" się powtarzać, drugie, przeciwnie, że wyniki losowania mają skłonność do zmieniania się.
Oba "prawa" odzwierciedlają, na przykład, tzw. dobrą passę. Wyobraźmy sobie hazardzistę obstawiającego wynik w jakiejś grze, niech będzie, że losowej. Gra, gra i gra. Udaje mu się wygrać raz, drugi i trzeci, nabiera przekonania o tym, że ma szczęście. Niektórzy z tych, co to widzą zaczynają obstawiać tak, jak szczęściarz! Aż do spektakularnej katastrofy. Albo odwrotnie - prawo zmiany jest odbiciem przekonania, że skoro wyrzuciliśmy już na kostce krytyczny sukces, to dla równowagi zaraz pewnie wypadnie nam porażka...

Obie domniemane prawidłowości wynikają bardziej z chęci usystematyzowania rzeczywistości, której często uporządkować się nie da, niż z czego innego. Z punktu widzenia prawdopodobieństwa należy powiedzieć, że nieważne, ile wykonujemy losowań, powiedzmy, że rzutów kością, każde z nich jest niezależne od pozostałych. Wyrzucając dwudziestkę na k20 nijak nie wpływamy na wynik kolejnych rzutów. No chyba, że kość jest trefna i wyrzucenie dwudziestki łączy się z jakąś nieuczciwą ingerencją. Wyrzucenie na k100 trzech 00 z rzędu jest tak samo prawdopodobne, jak wyrzucenie trzy razy z rzędu 37 i tak samo prawdopodobne, jak wyrzucenie układu, powiedzmy, kolejno: 14, 83, 55 (P=0,0001%).
Gwoli uzupełnienia: znalazłem ciekawy artykuł dotyczący prawa serii (link) - jak widać rzeczone prawo, chociaż nieprawdziwe, jest na tyle poważnym zagadnieniem, że nawet poważni profesorowie z poważnych uczelni się nim zajmują, a jednocześnie na tyle niepoważnym, że inni poważni uczeni mają im za złe, że się biorą za niepoważne kwestie. Ach, ten świat nauki :D


Prawem, o którym chciałem napisać kilka słów, a które, dla odmiany, działa, jest Prawo Wielkich Liczb.Właściwie to więcej niż jedno prawo, bo formułowano je na różne sposoby, ale chodzi w zasadzie o jedną konkretną właściwość rzeczywistości: otóż istnieje związek między liczbą wykonywanych doświadczeń, na przykład losowań, i prawdopodobieństwem otrzymania zadanego możliwego wyniku.
Gdzieś na początku XVIII wieku szwajcarski uczony nazwiskiem Bernoulli sformułował zasadę, że przy dużej liczbie prób częstość występowania danego zdarzenia losowego będzie odpowiednio bliska prawdopodobieństwu jego wystąpienia. Przy nieskończenie wielu próbach jedno powinno być równe drugiemu. Co to oznacza w praktyce, a w szczególności, co to oznacza dla graczy? Najprościej chyba rzec, że im większą liczbą kostek rzucamy, tym mniejsza przypadkowość, co przekłada się choćby na większe możliwości przewidzenia wyniku danej akcji. Im więcej losowań, tym mniejsza szansa na "szczęście" czy "pecha" w rzutach. Jeszcze inaczej: Prawo Wielkich Liczb mówi nam, że nieskończoność polega, między innymi, na tym, że teoria zgadza się tam z praktyką ;)

Następnym razem - próba potwierdzenia Prawa Wielkich Liczb metodą wykonania wielkiej liczby rzutów kością!

Tradycyjnie, bibliografia:
1. Wikipedia (Prawo Wielkich Liczb)
2. M. Zakrzewski, T. Żak: Kombinatoryka, prawdopodobieństwo i zdrowy rozsądek
3. Hugo Steinhaus: Orzeł czy reszka?
4. T. Downarowicz: Artykuł "Dlaczego nieszczęścia chodzą parami"

poniedziałek, 7 listopada 2016

Między Młotem a Kowadłem... - Koyoth z shadow grey!

Dzień dobry!

Szanowne państwo-draństwo pozwoli, że w imieniu swoim, czyli QC, oraz Maniexa przedstawię wam kolejny wywiad przeprowadzony w ramach cyklu Między Młotem, a Kowadłem!


Listę opublikowanych do tej pory wywiadów znajdziecie TUTAJ.

Założeniem serii jest przeprowadzenie wywiadów z blogerami skupionymi wokół założonego przez FireAnta serwisu Wrota - polska sieć blogów bitewnych.


Bohaterem kolejnego odcinka jest Koyoth, który od grudnia 2010 roku prowadzi blog shadow grey.


Kwestionariusz osobowy...

...osoby rozpytywanej.

Wywiad zaczniemy od szybkiego kwestionariusza osobowego:


Nim przejdziemy do wywiadu drodzy czytelnicy zechcą włączyć sobie wybrany przez Koyotha teledysk:

Wywiad...

...czyli między młotem a kowadłem.




Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z grami bitewnymi? Jak zaczęła się Twoja przygoda z figurkami? W którym to było roku?
Koyoth: To był rok 1998. Skończyłem podstawówkę i dostałem się do liceum. Traf chciał, że do tej samej klasy trafił niejaki Maniex - naonczas szczęśliwy posiadacz Warhammera Questa i niewielkiej ilości figurek różnych. I zaraziłem się tym - figurki mnie urzekły. Z początku szczególnie podobała mi się Bretonnia - moje pierwsze własne ludki to były dwa piątoedycyjne boxy plastików - Knights of the Realm i łucznicy. Pierwsze próby malowania były ciężkie - używałem olejnych humbroli i najtańszych pędzelków, a sumaryczna grubość warstw farby oscylowała niekiedy gdzieś w okolicach milimetra (te pierwsze potworki ze względu na płaskie twarze ochrzciliśmy mianem "patelniaków", bo wyglądały, jakby im ktoś solidnie przyfasolił patelnią). Potem, w miarę zdobywania doświadczenia, stopniowo zmniejszałem grubość farby, ale co dobrych figurek napsułem, to moje. Czas mijał, Bretkę porzuciłem na rzecz Krasnoludów i już przy nich pozostałem - wprawdzie ostatnio maluję Chaos, ale to tylko taki urlop od brodaczy :) Sporo grałem w Mordheim. Przez jakiś czas dowodziłem Bauhausem w Warzone 2 ed. Do mojej kolekcji trafiło także sporo figurek z zupełnie różnych frakcji i systemów. Jednak przede wszystkim zbierałem i malowałem WFB. I tak mi do dziś zostało.
Od kiedy prowadzisz bloga i co skłoniło cię do takiej aktywności w sieci?
Koyoth: Bloga założyłem pod koniec 2010 roku. Mniej-więcej wtedy stwierdziłem, że kilka figurek udało mi się na tyle, że mogę się nimi pochwalić - należał do nich Heinrich Kemmler, pierwsza figurka, jaką zaprezentowałem na shadow grey. Przez następne kilka lat publikowałem bardzo sporadycznie, bo i malowałem strasznie mało. Dopiero na początku 2015 wróciłem na dobre do malowania, co, jak sądzę, znajduje odbicie w częstotliwości pojawiania się nowych wpisów.
Dlaczego zdecydowałeś się na taką platformę blogową i co uważasz za jej największą zaletę?
Koyoth: Od lat korzystam z różnych produktów Google'a, więc założenie bloga na Bloggerze przyszło mi raczej naturalnie, ot, tak, samo z siebie. Największe zalety tej platformy to, w mojej opinii, bardzo prosta obsługa, stabilność serwerów i darmowość usługi. Jasne, są na rynku produkty znacznie bardziej zaawansowane, o dużo większych możliwościach, jednak na potrzeby prostego bloga Blogger wystarcza aż nadto.

Skąd pomysł na nazwę twojego bloga?
Koyoth: Do ostatniej chwili nie miałem dobrego pomysłu na nazwę - dopiero majstrując przy schemacie kolorystycznym wpadłem na to, żeby bloga ochrzcić "shadow grey", na cześć jednego z moich ulubionych kolorów farb Citadel (ach, stara paleta!)... I to był raczej dobry plan. Szczególnie, gdy dodam, że kontrkandydatem nazwy "shadow grey" była "Grota Kojota" :P .
Jak często sprawdzasz licznik odwiedzin? Czy popularność bloga ma dla ciebie znaczenie, jeśli tak to jak promujesz swój blog w sieci?
Koyoth: Są dni, w które licznika nie sprawdzam w ogóle, ale są i takie, gdy z uporem maniaka odświeżam i odświeżam co chwilę, i frustruję się, że tak wolno to idzie;) Śledząc statystyki bloga często jestem w najwyższym stopniu zdumiony - niejednokrotnie materiał, który w mojej prywatnej opinii ma wszelkie cechy absolutnego hitu przechodzi całkowicie bez echa. Równie często zdarza się, że "taki zwykły, standardowy" wpis generuje prawdziwą lawinę odwiedzin. A czasem jednak udaje mi się trafić - moja prognoza co do "dobrego posta" się sprawdza i wtedy naprawdę się cieszę. Bardziej od liczby wyświetleń strony cenię sobie komentarze - czytam jakiś komentarz, nawet krótki i zdawkowy, i mam przeświadczenie, że żywy człowiek przynajmniej rzucił okiem na to, nad czym pracowałem i docenił to na tyle, by zostawić napis "tu byłem". I na każdy jeden komentarz staram się odpisać - mam takie jakieś poczucie, że tak wypada. Tak w ogóle, to nie raz mam wrażenie, że licznikiem odwiedzin kręcą w niewiadomych celach boty zza wschodniej granicy... Ale komentarze - to co innego. Co do promowania bloga, to właśnie ledwo co założyłem sobie fanpejczyk na facebooku. Jest jeszcze w powijakach, ale postaram się rozwijać go na bieżąco. Z innych mediów społecznościowych raczej nie korzystam, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.
Śledzisz polską blogosferę? Aktywnie komentujesz prace innych twórców, czy ograniczasz się do biernego podglądania?
Koyoth: Na swojej liście mam prawie 50 blogów, które na bieżąco śledzę. Jeśli tylko mogę, staram się zostawić komentarz. Jak wspomniałem, komentarze są dla mnie ważniejsze niż to, co tam widać na liczniku odwiedzin, a że zakładam, że nie tylko ja tak to widzę, więc jak coś przeczytam próbuję skreślić parę słów. Czasem skomentować się nie da - albo temat nie podejdzie, albo czasu akurat nie ma, albo nic do głowy nie przychodzi. Ale próbuję.

Swojego bloga prowadzisz od kilku lat, jak oceniasz poziom komentarzy publikowanych przez internautów? Jak zmieniało się to na przestrzeni lat?
Koyoth: Styl komentowania przez ostatnie kilka lat nie zmienił się jakoś drastycznie, ale pewne drobne zmiany jednak dostrzegam. Wprawdzie większość komentarzy na blogach, które śledzę, to przede wszystkim różnego rodzaju krótkie pochwały czy gratulacje, jednak wydaje mi się, że ostatnio daje się zauważyć pewną poprawę w kwestii różnorodności. Trafiają się rady i pomysły, dowcipy odnoszące się do treści postów czy zdjęć, pochwały nakierowane na konkretny element prezentowanej pracy... Przyjemnie coś takiego czytać. Sam komentując próbuję iść tą drogą i bardzo mnie cieszy, że nie jestem w tym odosobniony.
Czy jakiś komentarz szczególnie utkwił ci w pamięci?
Koyoth: Hehe, jest taki jeden. Komentarz do jednej z malowanych przeze mnie pawęży. Zacytuję: "Lew wygląda jak skrzyżowanie rezusa z hagridem, ale i tak tarcza rwie włosy z dupy." Rechotałem z tego komentarza jak czubek. Pewnie dlatego, że trudno by mi było celniej określić sposób, w jaki w XV wieku malarze wyobrażali sobie lwy. Maniex, dałeś radę :D.
Czy masz jakieś ulubione blogi, które regularnie odwiedzasz? Jeśli tak to które?
Koyoth: Regularnie odwiedzam wszystkie blogi z mojej listy, na których automat pokazuje nowy wpis. Często sprawdzam, co tam Maniex znowu popełnił, bo ten to dzień w dzień coś popełnia. Do moich ulubionych blogów należą też Sobie maluję, Wojna w miniaturze, Gangs of Mordheim, Małe figurkowo, Abiger Industry, Hakostwo, The Fantasy Hammer... Kurczę, dużo tego.

Jak dużo czasu poświęcasz na hobby? Masz swój warsztat?
Koyoth: Z czasem jest bardzo różnie. Niestety trudno jest mi wygospodarować w regularny sposób, powiedzmy, godzinkę dziennie, o określonej porze. Czasem siądę do biurka na pięć minut, czasem na pół godziny, a czasem na całą noc. Swój warsztacik mam - mieści się na biurku i w jego okolicach. Przydałoby się pewnie ciut więcej miejsca, ale i tak źle nie mam, więc nie narzekam.
W twoim warsztacie dominują produkty jednej firmy, czy lubisz eksperymentować i wciąż szukasz nowych rozwiązań?
Koyoth: Niektóre przyzwyczajenia trudno zmienić - w moim warsztacie tradycyjnie dominują Citadelki, chociaż ostatnio przybyło mi sporo farb Vallejo i różnych chemikaliów modelarskich bardzo różnej proweniencji... Co do eksperymentów, zdarza mi się takowe prowadzić - oglądam sporo tutoriali na YT i najlepsze patenty sprawdzam sobie w praktyce.
Jesteś bardziej modelarzem, kolekcjonerem czy graczem?
Koyoth: Najbliżej mi do kolekcjonera, o włos za nim jest modelarz, a na końcu gracz.

Skąd czerpiesz inspirację? Czy przygotowujesz sobie materiały poglądowe przed malowaniem lub modelowaniem? A może kierujesz się jedynie swoją wyobraźnią?
Koyoth: Integralnym elementem mojego warsztatu jest komputer. Zdarza mi się szukać inspiracji na youtubie i pintereście. Czasem na cool mini or not. Ale nie zawsze - niekiedy inspirację znajduję w książce, filmie czy utworze muzycznym. Inspirację można znaleźć w zapachu świeżo upieczonego ciasta albo w smaku dobrego piwa. A czasem w kształcie własnego cienia. Wyobraźnia to świetna maszyna, która działa najlepiej, gdy jej dostarczyć właściwego paliwa - a paliwem może być wszystko.
Jaką figurkę chciałbyś pomalować jeszcze raz?
Koyoth: Jest kilka figurek, które malowało mi się szczególnie przyjemnie. Na pewno Hellbrute. Heinrich Kemmler. Plastikowy Chaos Sorcerer. Pewnie jeszcze kilka.
Jakiej figurki nie chciałbyś pomalować ponownie?
Koyoth: Krasnoludzkich Iron breakersów z 6 ed. Malowanie ich od początku szło mi jak po grudzie. Przemalowywałem ich ze 4 razy, bo za każdym razem coś mi w nich zupełnie nie grało. Jakiś czas temu zagryzłem zęby i skończyłem całą 20. Idealnie nie jest, ale nie zamierzam już do nich wracać. Jeszcze tylko skończę podstawki i wrzucę ich na bloga.

W twojej kolekcji znajduje się sporo modeli, wyprodukowała je jedna firma czy pochodzą z różnych źródeł? Czym kierujesz się podczas wyboru figurki? Produkty której firmy polecasz?
Koyoth: Większość moich figurek to wyroby GW - przede wszystkim WFB/AoS, ale też WH40K. Mam trochę modeli Reapera, nieco staroci do dawnego Warzone i Chronopii i trochę innych różności. Figurki kupuję, gdy mi się coś spodoba, alby gdy mam jakiś pomysł i staram się go zrealizować. Nieraz lata mijają od pomysłu do zakupu, a potem następne od zakupu do zakończenia prac, ale nie przeszkadza mi to:) Mimo, że pozostaję przede wszystkim wiernym klientem GW i bardzo sobie cenię jakość ich wyrobów, szczególnie tych najnowszych, to jednak sugeruję, by wybierając modele nie kierować się firmą. Najważniejsze, by wzór modelu wpisywał się jakoś w pomysł na to, co się chce zrobić. A producent to sprawa drugorzędna.
Gdzie najczęściej kupujesz modele i akcesoria modelarskie? Masz swój ulubiony sklep internetowy lub portal aukcyjny?
Koyoth: Korzystam z kilku źródeł. Często zdarza mi się polować na allegro, niekoniecznie na coś konkretnego. Ze sklepów stacjonarnych odwiedzam ostatnio głównie wrocławską Planszóweczkę, bo najbliżej (niestety, w Legnicy nie ma teraz stacjonarnego sklepu z prawdziwego zdarzenia). Z innych internetowych źródeł, materialy-modelarskie.pl, Battle Models, agtom.eu i sklep Gnom.
Jakie jest twoje ulubione uniwersum/system?
Koyoth: Stary Świat/Mordheim. Pewnie trochę przez sentyment i setki godzin świetnej zabawy. Uniwersum czterdziestki też jest bardzo ciekawe. Generalnie lubię bardzo rozbudowane i bogate w treść światy.

Figurka, którą najchętniej dodałbyś do swojej kolekcji, ale którą ciężko zdobyć?
Koyoth: Przed wielu laty podobały mi się bardzo modele Tachikoma z Ghost in the Shell. Niestety, dostępne tylko w Japonii za milion pieniędzy. Skutecznie się z nich wyleczyłem :).
W jaką grę chciałbyś zagrać ponownie, ale z różnych powodów nie możesz?
Koyoth: Mordheim w starym gronie naszej legnickiej ekipy. Niestety, ekipa się rozjechała po świecie, pozakładała rodziny... Ale kto wie, może jeszcze kiedyś się uda.
W jaką grę nie chciałbyś zagrać ponownie?
Koyoth: Hmmm, nie wiem. Są gry, których nie lubię, ale aż takiej traumy, żeby tu z imienia i nazwiska wskazywać, że zło, to chyba żadna u mnie nie wywołała.

Jak twoi najbliżsi reagują na hobby?
Koyoth: Z cierpliwością i wyrozumiałością, na szczęście. Kilka razy zdarzyło mi się zapewne wystawić tę cierpliwość i wyrozumiałość na próbę, ale staram się unikać takich sytuacji. Niestety, w dorosłym życiu tak to już jest, że często hobby musi ustępować ważniejszym sprawom.
Uczestniczysz w wydarzeniach związanych z grami bitewnym? Turnieje, konwenty? Jeśli tak, to jakie wydarzenie polecasz/wspominasz najlepiej?
Koyoth: Raczej mi się nie zdarza, a jeśli już, to od wielkiego dzwonu. I chyba tyle w tym temacie.
Jakie masz plany malarskie na najbliższą przyszłość?
Koyoth: Zostało mi do pomalowania kilka dużych modeli do mojej armii Chaosu. Mam nadzieję się z nimi rozprawić. Następnie - kontyngent Nurgle'a. Potem może wreszcie Blood Angels. I powrót do Krasnoludów. A może jeszcze coś wpadnie mi w ręce? Zobaczymy.

Gdzie widzisz siebie hobbystycznie za 5 lat?
Koyoth: Widzę się w większej i wygodniejszej pracowni, otoczony nowymi, świetnymi wzorami figurek, rozpoczynającego właśnie szkolenie kolejnego pokolenia wargamerów/modelarzy w osobie mojego, póki co dziesięciomiesięcznego, synka :).
Przeglądając twój profil na Facebooku pierwsze co rzuca się w oczy to zdjęcie profilowe i w tle. Na pierwszym widniejesz ty ubrany w zbroje, a na drugim widać uzbrojonych w bron drzewcowa wojowników. Możesz nam o tym opowiedzieć?
Koyoth: Poza figurkami mam parę innych zainteresowań - jednym z nich jest odtwórstwo historyczne. Średniowiecze zawsze mnie pociągało, więc gdy na którymś etapie życia stanąłem przez szansą sprawdzenia niektórych jego aspektów na własnej skórze, nie zastanawiałem się długo:) Projekt, który jest mi najbliższy to Chorągiew św. Jana Chrzciciela - próba odtworzenia, przede wszystkim w zakresie kultury materialnej, ale nie tylko, oddziału najemnej piechoty z terenów Śląska z pierwszych lat XV wieku.
Gdybyś miał taką możliwość - jaką książkę lub film chciałbyś zobaczyć w wydaniu figurkowym?
Koyoth: Moją ulubioną, czyli "Inne Pieśni" Dukaja. Książka porusza sporo wątków militarnych, a jest o tyle ciekawa, że dzieje się w świecie zbudowanych wg innych zasad niż nasz - zaczerpniętych z teorii greckich filozofów. Skupiając się na wątkach wojennych, fajnie mogłyby wyglądać figurki Horroru, czyli elitarnej piechoty w ciężkich, grafitowych zbrojach, kontynuującej spartańskie tradycje militarne. Albo Hyppyroi - kasta rycerzy ognia z Księżyca. Behemoty. Bestie hodowane wyłącznie w celach wojny. Machiny napędzane przez perpetua mobilia. I wreszcie Skrzywienie - prawdziwy Chaos, nie taki uporządkowany, jak w Warhammerze. Naprawdę fajnie mogłoby to wyjść w wersji figurkowej. Tak czy inaczej, bardzo polecam książkę.

Maniex, który był bohaterem poprzedniego wywiadu pyta: Jeżeli musiałby wybierać, to którym pokemonem chciałby być?
Koyoth: Eevee, ze względu na największe możliwości rozwoju :).
Gdybyś mógł zadać pytanie bohaterowi następnego wywiadu, to o co byś zapytał?
Koyoth: Gdyby było możliwe wysłanie w przeszłość maleńkiego sterowanego drona z opcją prowadzenia transmisji telewizyjnej z przeszłości do teraźniejszości, to gdzie i kiedy byś go wysłał.

I który z wyWrotowców powinien być bohaterem następnego wywiadu?
Koyoth: Proponuję Tomka Sierakowskiego z bloga Sobie maluję lub Potsiata z Gangs of Mordheim.
A może chcesz napisać jeszcze coś od siebie?
Koyoth: Myślę, że już wystarczy :).
Dziękujemy za wywiad. Życzymy Ci wielu kolejnych sukcesów, udanych projektów i wszystkiego tego czego potrzebujesz!

Zakończenie...

...czyli do następnego razu.

...a szanownemu państwu-draństwu dziękujemy za lekturę.

Jeśli podoba się Wam ten cykl dajcie znać w komentarzach oraz udostępnijcie wpis na portalach społecznościowych.

Ach, zapomniałbym! Który z wyWrotowców zgodnie z życzeniem szanownego państwa-draństwa miałby być bohaterem kolejnego wywiadu?

poniedziałek, 17 października 2016

Między Młotem a Kowadłem... - Maniex z Maniexite!

Dzień dobry!

Szanowne państwo-draństwo pozwoli, że przedstawię wam kolejny wywiad przeprowadzony w ramach cyklu Między Młotem, a Kowadłem!


Listę opublikowanych do tej pory wywiadów znajdziecie TUTAJ.

Założeniem serii jest przeprowadzenie wywiadów z blogerami skupionymi wokół założonego przez FireAnta serwisu Wrota - polska sieć blogów bitewnych.


Bohaterem kolejnego odcinka jest Maniex, który od grudnia 2008 roku prowadzi blog Maniexite.


Kwestionariusz osobowy...

...osoby rozpytywanej.

Wywiad zaczniemy od szybkiego kwestionariusza osobowego:


Nim przejdziemy do wywiadu drodzy czytelnicy zechcą włączyć sobie wybrany przez Maniexa teledysk.

Wywiad...

...czyli między młotem a kowadłem.

Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z grami bitewnymi? Jak zaczęła się Twoja przygoda z figurkami? W którym to było roku?
Maniex: Do gier bitewnych dochodziłem etapami. Pierwszy z nich to zabawy plastikowymi żołnierzami z kuzynem i próby ubrania tego w jakieś zasady. Kolejny etap to była gra Magia i Miecz, która to doprowadziła mnie do książek Tolkiena, a potem było to spotkanie z plastikowymi figurkami GW na ladzie wystawy księgarni w 1995 roku, które to zaowocowało pozyskaniem Warhammera Questa. Właściwie aż do końca podstawówki grałem głównie w rpgi i domowe modyfikacje Warhammera Questa. Moim pierwszym Bitewniakiem przez duże B był Warzone. Potem długo długo nic, aż w końcu po studiach postanowiłem skompletować armię do Warhammera Fantasy Battle (i pograć przy okazji). Najpierw jedną (orków), potem drugą (Imperium), a potem to już samo się potoczyło i toczy do dziś, gdyż bardzo lubię zbierać i malować różnorodne ludki a przy okazji sobie nimi pograć.
Od kiedy prowadzisz bloga i co skłoniło cię do takiej aktywności w sieci?
Maniex: Bloga założyłem w 2008 roku, ale pierwsze posty zacząłem publikować dopiero pół roku później. Moja aktywność figurkowa w Sieci zaczęła się w okolicach 2002 roku, kiedy dołączyłem do forum na stronie Linia Frontu prowadzonej przez Dziada z Lasu (choć wtedy nazywał się Christof). Za sprawą rzeczonego prowodyra i jego blogaska figurkowego stwierdziłem, że to niegłupia forma automotywacji i uzewnętrzniania swoich malarskich wypocin. Początkowo tworzyłem po 20-30 postów rocznie, potem liczba ta zaczęła rosnąć. W tym roku pewnie przekroczę 400. Liczba publikowanych postów przekłada się niemal liniowo na liczbę odwiedzin, co oczywiście motywuje do tego, żeby coś tutaj wrzucać.

Dlaczego zdecydowałeś się na taką platformę blogową i co uważasz za jej największą zaletę?
Maniex: Miałem już kilka swoich stron w internecie, a przez pewien czas nawet zajmowałem się ich tworzeniem zawodowo. Lata doświadczeń z hostowaniem i maintainowaniem serwisów nauczyły mnie jednego. Lepiej kiedy ktoś robi to za Ciebie. Google póki co wywiązuje się z tej roboty w 100%. Pamiętam wielką panikę kilka lat temu, kiedy UE wprowadziła prawo o cookiesach. Wszyscy biegali jak kot z pęcherzem aby zmodyfikować skrypty na swoich stronach i wyświetlać ten upierdliwy komunikat. Ja przynajmniej na Blogspocie tego uniknąłem, bo Google zadbał, żeby zrobić to za nas. Najważniejszymi zaletami Blogspota są jego darmowość, niezawodność, przejrzystość oraz nieograniczone limity. Za wordpressem nie przepadam, ale to chyba sprawa indywidualna. Jedni wolą japończyki, inni niemieckie auta i tak już ten świat jest skonstruowany.
Jak często sprawdzasz licznik odwiedzin? Czy popularność bloga ma dla ciebie znaczenie, jeśli tak to jak promujesz swój blog w sieci?
Maniex: Co jakiś czas rozglądam się za możliwościami promowania bloga, ale szczerze przyznam, że mam na to bardzo mało czasu. Jeżeli poświęcę go na reklamowanie bloga to nie będę w tym czasie mógł malować ludków. Odwiedziny sprawdzam z reguły raz na tydzień albo dwa.

Śledzisz polską blogosferę? Aktywnie komentujesz prace innych twórców, czy ograniczasz się do biernego podglądania?
Maniex: Robię co mogę aby być na bierząco z publikacjami w naszej blogosferze. Niestety coraz częściej zamiast na rss-a patrzę na swoją ścianę na fejsie i jeżeli coś tam się nie pojawi, to mam szansę to przegapić. Staram się komentować, o ile siedzę w domu przy komputerze. Jeśli przeglądam wpisy na telefonie, ajpadzie albo w pracy (firewalla tam mamy dość upierdliwego) to szanse na zostawienie śladu mojej bytności znacząco maleją.
Swojego bloga prowadzisz od wielu lat, jak oceniasz poziom komentarzy publikowanych przez internautów? Jak zmieniało się to na przestrzeni lat?
Maniex: Nie zauważyłem jakiejś istotnej zmiany w poziomie komentarzy. Regułą zaś jest to, że jedyni komentujący to inni bloggerzy. Komentarze gości pojawiają się bardzo sporadycznie. Co innego na fejsie, ta platforma bardziej sprzyja temu, żeby zobaczyć kilka słów od kogoś, kto w internetach tylko ogląda ludki innych ludzi.
Czy jakiś komentarz szczególnie utkwił ci w pamięci?
Maniex: Chyba nie ma takiego jednego komentarza. Za to zauważyłem ostatnio, że grupa ludzi komentujących Maniexite jest na tyle stała, a ich style pisania na tyle charakterystyczne, że w większości wypadków wiem kto napisał komentarz czytając powiadomienie mailowe z samą jego treścią - bez czytania kto jest jego autorem :-).

Czy masz jakieś ulubione blogi, które regularnie odwiedzasz? Jeśli tak to które?
Maniex: Staram się regularnie odwiedzać wszystkie aktywne blogi na Wrotach.
Jak dużo czasu poświęcasz na hobby? Masz swój warsztat?
Maniex: Staram się poświęcać na hobby minimum 30 minut dziennie. Niestety nie zawsze mi się to udaje, choć czasem udaje mi się poświęcić trochę więcej i nadgonić zaległości. Mam jedno biurko na stałe dedykowane pod warsztat i dzięki temu mogę usiąść nawet na 5 minut i na przykład dokleić roślinność figurkom, nad którymi aktualnie pracuję. Uważam to za coś niezbędnego. Nie raz już słyszałem od znajomych tekst typu - "ach pomalowałbym coś dzisiaj, ale mam tylko 20 minut wolnego i nie opłaca mi się rozkładać z farbkami...". Malując przez tydzień po 30 minut, łącznie uzyskujemy 3.5 godziny. W tym czasie da się zrobić BARDZO DUŻO.
W twoim warsztacie dominują produkty jednej firmy, czy lubisz eksperymentować i wciąż szukasz nowych rozwiązań?
Maniex: Przez bardzo długi czas byłem fanbojem citadelek i właściwie to nadal nim jestem, ale ostatnio otworzyłem się na inne firmy. W moim warsztacie mam produkty takich firm jak Citadel, Pactra, P3, Vallejo, Scale75, Gunze, Tamiya, MiG, AK Interactive, Army Painter... i to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo :-) Od pewnego czasu sporo eksperymentuję z różnorodną chemią modelarską. Wszystko, co jest w stanie oszczędzić mi czas malowania przyjmuję bardzo ochoczo.

Jesteś bardziej modelarzem, kolekcjonerem czy graczem?
Maniex: Chciałbym być wszystkim po równo. Jeżeli miałbym podać procenty, to powiedziałbym że jestem w 40% kolekcjonerem, w 40% malarzem i w 20% graczem.
Skąd czerpiesz inspirację? Czy przygotowujesz sobie materiały poglądowe przed malowaniem lub modelowaniem? A może kierujesz się jedynie swoją wyobraźnią?
Maniex: 
To zależy od tego co maluję. Jeśli chodzi o fantasy albo sci-fi, to tutaj staram się albo dobrać zestawienie kolorów, które będzie fajnie wyglądać na danym ludku, albo wzoruję się "oficjalnym" malowaniem. W przypadku gier historycznych tak się nie da i tutaj gromadzę materiały poglądowe czasem nawet przez dobrych kilka dni, albo i tygodni!

Jaką figurkę chciałbyś pomalować jeszcze raz?
Maniex: Jeżeli jakąś figurkę chciałem pomalować jeszcze raz to już to zrobiłem, a jeśli tego nie zrobiłem to znaczy, że taka figurka jest trudno dostępna. Z pewnością chciałbym jeszcze kiedyś pomalować sobie jakiegoś squata albo i dwa :-) Poza tym ostatnio bardzo przyjemnie maluje mi się wszelkiej maści pojazdy.
Jakiej figurki nie chciałbyś pomalować ponownie?
Maniex: Ostatnio, to znaczy od ponad roku zupełnie nie mogę się zmusić do malowania zielonoskórych. Nie żebym ich nie lubił, wręcz przeciwnie, jakoś nie mogę znaleźć weny do malowania orków i gobasów.
W twojej kolekcji znajduje się sporo modeli, wyprodukowała je jedna firma czy pochodzą z różnych źródeł? Czym kierujesz się podczas wyboru figurki? Produkty której firmy polecasz?
Maniex: Kupuję głównie to, co mam ochotę pomalować i czym mam szansę kiedyś zagrać. To są główne kryteria. W mojej kolekcji mam modele do obu Warhammerów i Age of Sigmar, do LoTRa, do Warmachiny, Infinity, Bolt Action, Warzone (1 i 2 edycja), MERCS, SAGA, Frostgrave, a także pojedyncze ludki Reapera i innych niszowych firm. Zasadniczo łączy je jeden wspólny czynnik - skala 28mm (no, ewentualnie 25mm, lub 32mm ;-) ).

Gdzie najczęściej kupujesz modele i akcesoria modelarskie? Masz swój ulubiony sklep internetowy lub portal aukcyjny?
Maniex: Staram się kupować ile mogę w sklepach stacjonarnych. We Wrocławiu jest to bitewniakowo-planszowa Planszóweczka oraz typowo modelarski M-Zone. Poza tym zdarza mi się od czasu do czasu kupić coś w jednym z polskich sklepów internetowych lub allegro. W przypadku zakupów w sieci kieruję się głównie dostępnością (nie lubię długo czekać) i ceną.
Jakie jest twoje ulubione uniwersum/system?
Maniex: Bardzo lubię uniwersum Warhammera Fantasy, Warhammera 40k, staram się też powoli przekonać do uniwersum Age of Sigmar. Kiedyś byłem ogromny fanem uniwersum Warzone, ale trochę mi to już przeszło. Obecnie najbardziej skupiony jestem na realiach 2 Wojny Światowej.

Figurka, którą najchętniej dodałbyś do swojej kolekcji, ale którą ciężko zdobyć?
Maniex: Mam taką listę "must have", z której od wielu lat wykreślam kolejne pozycje. Początkowo było na niej jakoś ze 20 modeli. Obecnie pozostał na niej ten ostatni - Imperial Noble do Warhammera Questa.
W jaką grę chciałbyś zagrać ponownie, ale z różnych powodów nie możesz?
Maniex: Staram się mieć ludki do każdej gry w którą chciałbym potencjalnie zagrać. Jeżeli nie mogę zagrać, to ogranicznikiem jest tutaj czas oraz dostępność moich współgraczy.
W jaką grę nie chciałbyś zagrać ponownie?
Maniex: Nie chciałbym ponownie zagrać w 8 edycję WFB ani w jej rozwinięcie pod postacią T9E.

Jak twoi najbliżsi reagują na hobby?
Maniex: Żona najbardziej marudzi na bałagan w domu, oraz wylewające się z każdego kąta figurki. Reszta rodziny patrzy na to z mieszanką politowania i niedowierzania. Córka lubi ze mną malować i ewentualnie urywać główki ludkom - będą z niej ludzie.
Uczestniczysz w wydarzeniach związanych z grami bitewnym? Turnieje, konwenty? Jeśli tak, to jakie wydarzenie polecasz/wspominasz najlepiej?
Maniex: Nie jestem specjalnie zwierzęciem turniejowym. Ostatnio robiłem pokazy Bolt Action na Polconie we Wrocławiu, brałem udział w Kampanii Age of Sigmar w Planszóweczce, oraz biorę udział w cyklicznych graniach w Bolta w Planszóweczce. Byłem też na ostatnim turnieju Warheim FS w Katowicach, który gorąco wszystkim polecam.

Jakie masz plany malarskie na najbliższą przyszłość?
Maniex: Obecnie na moim stole rozpocząłem pracę nad niemieckimi pionierami z Westerplatte, oraz 82 dywizją powietrznodesantową na operację Market Garden. Potem mam w planach mały oddział Kriegsmarine i zacząć Polaków z września 39. Chciałbym też w końcu powrócić do moich Khoników do AoS. Mam też kilku zimowych niemców do domalowania. No i może wznowię malowanie ludków z Silver Tower. Na pewno nie mam zamiaru się nudzić.
Gdzie widzisz siebie hobbystycznie za 5 lat?
Maniex: Dokładnie w tym samym miejscu, tylko z większą liczbą pomalowanych figurek. Za to za 30 lat chciałbym siebie widzieć na emeryturze, w wielkim garażu przeznaczonym na hobby z wieloma stołami do gry, regałami na armie, rozgrywającego epickie bitwy trwające po kilka dni.

Gdybyś miał taką możliwość - jaką książkę lub film chciałbyś zobaczyć w wydaniu figurkowym?
Maniex: Bez dwóch zdań byłaby to Diuna.

26 września w internetowym wydaniu gazety wrocławskiej ukazał się artykuł "Festung Breslau na planszy? Stocz bitwę o Wrocław" - czy mógłbyś opowiedzieć czytelnikom wywiadu więcej o makiecie i powodach z jakich powstała?
Maniex: Powód był prosty - zróbmy sobie fajny stół do gry. Skoro spotykamy się regularnie na graniu, to może byśmy wspólnym wysiłkiem zbudowali coś fajnego, żeby nie przesuwać ludków po średnio wyglądajacym stole. Skoro decyzja zapadła, pozostało wybranie scenerii. Jako, że wszyscy mieszkamy we Wrocławiu wybór był prosty. Pozostało zadecydować w jakim miejscu Wrocławia umieścić nasze pole bitwy. Stwierdziliśmy, że okolice mostu grunwaldzkiego to chyba najbardziej rozpoznawalna okolica. Dla mnie też z tego względu, że studiowałem na Politechnice Wrocławskiej i przy Moście znajdował się mój przystanek tramwajowy. Znam tę okolicę jak własną kieszeń - tym bardziej przyjemna była próba rekonstrukcji tych terenów w formie w jakiej występowały w roku 1945. Tak więc mozolnie i dość powoli zabraliśmy się do roboty. Całość trwała dobre kilka miesięcy, ale gdybyśmy się zebrali raz a dobrze, pewnie udałoby się to zrobić w 2-3 tygodnie. Stół oprócz tego, że do grania, będzie służył również do demonstracji gry Bolt Action w trakcie różnych imprez. Póki co pojawił się już na Polconie i przy okazji seansu filmu o Festung Breslau w Kinie Nowe Horyzonty. I to nie jest nasze ostatnie słowo!

Jak często grasz w gry bitewne? Grasz w domu czy w klubie/sklepie? Opowiedz więcej o miejscu w którym grasz?
Maniex: Zazwyczaj gram w jednym z trzech możliwych miejsc. U siebie w domu, w Planszóweczce lub u Potsiata.
Maniexite jest jednym z najczęściej aktualizowanych blogów, jak to robisz? W jaki sposób organizujesz swój czas poświecony na hobby?
Maniex: Odpowiedzią jest oczywiście speedpainting. Jedni lubią dziergać jeden model tygodniami a potem wstawić go na bloga z wielkim hukiem. Ja dawno temu postawiłem sobie za cel nadrzędny uporanie się ze swoim "backlogiem" figurkowym, czyli popularnie zwaną kupką wstydu. Do tego celu musiałem zaprzęgnąć wszystkie możliwe środki. Blog jest tu tak zwanym pejczykiem czy też motywatorem. Pozwala mi utrzymać to uśrednione tempo jednego ludka dziennie. W praktyce maluję na przykład 20 ludków w ciągu tygodnia. To mi daje chwilę oddechu i dzięki temu mam kolejkę postów do publikacji, zazwyczaj na tyle długą, że nie mam noża na gardle i kilka (albo i kilkanaście) dni bez malowania nie stanowi problemu.
W malowaniu oczywiście uskuteczniam speedpainting tam gdzie się da i na ile się da. Staram się przy tym, żeby wynik końcowy był zadowalający. Czasem przy okazji uda się coś pomalować tak, że zasłuży na kilka ochów i achów, ale zdecydowanie nie jest to moim priorytetem. Nic tak nie cieszy mnie jak skończony, pomalowany oddział, który świetnie prezentuje się w gablotce i na stole do gry.

Malujesz modele w bardzo szybkim tempie, zdradzisz swój przepis na speedpainting?
Maniex: Pierwsza zasada. Jeśli mogę coś pomalować bardzo dobrze w 3 godziny lub dobrze w godzinę - wybiorę to drugie. Eksperymentuję przy tym z technikami na zasadzie kompozycji muzyki punkowej. Im prościej tym lepiej, albo wręcz - jak dużo można zabrać aby osiągnąć doskonałość. Sztuką jest przy tym zrobić to tak, aby pomalowany w ten sposób ludek nie sprawiał wrażenie niedokończonego. Nic tak nie cieszy mnie, jak przetestowanie techniki, dzięki której efekt końcowy jest taki sam jak wcześniej, a czas spędzony przy malowaniu spadł o połowę.
Sporo pomogła mi też inwestycja w aerograf. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie obecnie malowania niczego samym pędzlem. Dzięki temu cudownemu wynalazkowi czasem jestem w stanie pomalować cały oddział (10 albo i 20) ludków w 2 wieczory. Czasem, bo nie każdy rodzaj figurki da się zrobić fajnie na szybko. Przy niektórych nie jestem w stanie uniknąć dziubdzianinki. Złotym środkiem jest przeplatanie tego typu projektów. Czas oszczędzony na jednym można zainwestować w kolejny.
A co poza bitewniakami? Masz jakieś inne hobby, któremu poświęcasz wolny czas?
Maniex: Dawno temu za górami i lasami byłem muzykiem rockowym i grałem na gitarze elektrycznej i basie, a nawet śpiewałem. Trwało to dobrych kilka lat. Przewinąłem się przez różnorodne granie - od klasyki w szkole muzycznej, poprzez chór kościelny aż do muzyki rockowej i metalowej. Niestety dawne to dzieje i ostatnimi laty młodzieńczy zapał do muzykowania oklapł. Pozostało trochę nagranych przeze mnie coverów na Youtubie. Można jest znaleźć na moim kanale.
Swego czasu próbowałem się też zabrać za ASG. Zakupiliśmy nawet z Koyothem trochę szpeju, ale skończyło się tylko na kilku wyprawach na... paintballa.
Kiedyś próbowałem też stworzyć najlepszą grę komputerową świata. A nawet kilka. Parę dobrych lat naparzania w klawiaturę skończyło się tym, że koniec końców zająłem się zawodowo programowaniem dla biznesu, jednak miłość do gamedevu pozostała gdzieś tam z tyłu głowy. Szczególnie do takiego "indie"..
I pytanie od publiczności: Niektórzy czytelnicy ciekawi są losów modelu knight erranta, który w pewnym momencie zdradził Panią z Jeziora i został Rycerzem Chaosu. Możesz nam opowiedzieć o tym modelu i jego dalszych losach? Masz może jego zdjęcie?
Maniex: Historia bretońskiego erranta sięga czasów głębokiej podstawówki. Pamiętam, że odwiedzałem wtedy siostrę w Warszawie. Na ulicy Brazylijskiej na Saskiej Kępie była taka mała księgarnia, która sprzedawała też ludki. Wpadł mi tam w oko mały blister z errantem. O ile mnie pamięć nie myli był to mój pierwszy konny figurek. Jako, że nie miałem lepszego pomysłu na jego zagospodarowanie pomazgałem go mrocznymi odcieniami mrocznych farb i zadeklarowałem go jako kultystę zła. Figurek zalegał w zakamarkach bits boxa bardzo długo, do czasu aż go postanowiłem wcielić w szeregi nowo formującej się jednostki konnej Imperium. Dostał trąbkę i na stałe zagościł w regimencie Knightly Orders.

Gdybyś mógł zadać pytanie bohaterowi następnego wywiadu, to o co byś zapytał?
Maniex: Gdybyś musiał wybierać, to którym z Pokemonów chciałbyś być.
I który z wyWrotowców powinien być bohaterem następnego wywiadu?
Maniex: Koyoth z bloga Shadow Grey.
A może chcesz napisać jeszcze coś od siebie?
Maniex: Chciałbym powiedzieć tylko jedno. Malujcie swoje ludki! No i publikujcie je w internecie.
Dziękuję za wywiad.

Zakończenie...

...czyli do następnego razu.

...a szanownemu państwu-draństwu dziękujemy za lekturę.

Jeśli podoba się Wam ten cykl dajcie znać w komentarzach oraz udostępnijcie wpis na portalach społecznościowych.

Ach, zapomniałbym! Który z wyWrotowców zgodnie z życzeniem szanownego państwa-draństwa miałby być bohaterem kolejnego wywiadu?